Ja jednak pozostaję sceptyczny co do powodzenia takiej akcji we Wrocławiu. Tam Poznaniu "My Poznaniacy" oparło się na silnych Radach Osiedli i społecznościach lokalnych. We Wrocławiu Rady Osiedli pełnią rolę dekoracyjną a chęć społeczności do działania przejawia się najczęściej w dewastowaniu tego co jest. To sprawia, że magistratowi całkiem nieźle wychodzi zasada dziel i rządź napuszczając jednych na drugich (patrz most Wschodni, wały na Kozanowie (działkowcy)).
Najważniejsza jest jednak różnica w podejściu do swojego miasta. Poznaniacy mieszkają w tym mieście i czują się za nie odpowiedzialni. Widać to w szacunku dla własnej historii a jak historia to zabytki, a jak zabytki to najlepsze są zabytki komunikacji miejskiej.
Po prostu taka jest różnica między Poznaniem a Wrocławiem jak na poniższych eksponatach:
Autobus: Jelcz 272MEX w Poznaniu:

Autobus jeździ i został odbudowany w warsztatach MPK Poznań. Przywrócono mu stan fabryczny i cieszy oko pasażerów. Jak choćby na zlotach ogórków w Warszawie:

Podobny Jelcz we Wrocławiu:

Autobus nie jeździ i nie zanosi się aby jeżdził. Jak trzeba to wyciaga się go na holu aby mógł sobie na jego tle zrobić zdjęcie prezydent. Autobus został pomalowany wałkiem i z oryginalnym 4125 ma tyle wspólnego co ja z literaturą piękną.
Inne zabytkowe konfrontacje wyglądają podobnie. To poznańskie MPK (mniejsza o przyczyny) jest zainteresowane własną historią w przeciwieństwie do władz i większości mieszkańców Wrocławia, które najlepiej aby własną historię wysłały w kosmos. Bo oni są tu przejazdem, ciągle.
0 komentarze:
Prześlij komentarz