
Co wzbudziło śmiech niektórych ludzi na sali ze względu na to, że chwilę wcześniej mruczałem "Ehe, jeszcze mi pociąg na Litewską zaraz pociągnie". Projekt nie do końca nierozsądny ale całkowicie niezgodny z polityką obecnej ekipy w UM, która sobie postanowiła, że mieszkańcom Psiego Pola trzeba maksymalnie utrudnić życie. A to im wiadukt wyburzymy a to zrobimy remoncik na dwóch z dwóch istniejących mostów, którymi "psiaki" jeżdżą do centrum a to im autobusy polikwidujemy - czasem mam wrażenie, że oni sobie za te utrudniania premie rozdają.
Z prezentacji Zbigniewa Komara dowiedziałem się, że w zasadzie myśmy już ten Tramwaj Plus zbudowali bo do Leśnicy to może i po euro ale nie na pewno, wydzielenie torowiska na Hubskiej to może w następnym stuleciu a Sępolno w przeciwieństwie do Stadionu Olimpijskiego nie jest wystarczająco "pasażerogenne". Oczywiście nie powiedziano, że kasy nie ma i komisarz nad Dutkiewiczem stoi i mu na plecy huha tylko abo to PKP, a bo to nie zdążymy, a o tym co jeszcze z planu nie zostało skreślone (Stadion) powiedziano "być może nam się uda zrealizować".
W sytuacji gdy dowiedzieliśmy, że na wybudowanie kilku kilometrów torów po płaskim terenie (jeden most, żadnych tuneli, wiaduktów etc.) w przeciągu 20 lat* przekracza możliwości gminy Wrocław głos zabrał Patryk Wild, który na schemacie zerżniętym z BVG Berlin ukazywał nam propozycję rozwoju kolei miejskiej. Generalnie to niewiele zapamiętałem bo zajęty byłem wyszukiwaniem błędów ortograficznych w nazwach na mapce i tak dowiedziałem się, że mamy Sempolno, Dworzec Świebocki i Żurawinę.

Ale z tego co zapamiętałem to była propozycja budowy metodą odkrywkową podziemnej kolei z Dworca Świebodzkiego do placu Grunwaldzkiego i dalej hen, hen. Koszty przez prezentera zostały oszacowane na 300milionów za kilometr czyli koszt linii to około 2,9 miliarda złotych. Ten temat został jeszcze skomentowany przez Mariusza Dudka z Politechniki Krakowskiej, który stwierdził, że podobna inwestycja w Warszawie kosztuje ponad 3 miliardów złotych.
Gdzieś tam w międzyczasie pojawił się Marek Czuryło z UM, który zachwalał taryfę czasową kłamiąc, że z Psiego Pola na Grunwaldzki dojeżdża się w 20 minut a później jedyne 3 minuty czeka na tramwaj. Ja to ćwiczę codziennie wsiadam już o 6:20 i wysiadam a 6:49 a teraz przez wiadukt gdzieś w okolicach 7:00.
Później odbyła się dyskusja w której obnażono między innymi nieróbstwo urzędników w zakresie wykorzystania istniejących środków. Zauważono również, że w Berlinie stawianym jako wzór do naśladowania autobusy odgrywają bardzo ważną rolę w komunikacji zbiorowej i to nie bynajmniej przez dowożenie do węzłów.
Tymczasem we Wrocławiu panuja jakaś autobusofobia, czyżby przez to, że zajeżdżają drogę limuzynom. A przecież autobusy tańszym kosztem mogą dowozić mieszkańców dalszych osiedli i nie trzeba do tego milionowych inwestycji ale małe kroczki - taki wątek też się pojawił ustami jednego dyskutanta ale miałem wrażenie, że decydenci nawet nie załapali o co chodzi. ;)
Generalnie to całe spotkanie upewniło w przekonaniu, że zamiast coraz lepiej ze zbiorową komunikacją to cały czas się cofamy. Tam gdzie przed 2 wojną były trzy tory do zawracania będzie kikut po to żeby było gorzej. Mieszkańcy nie mający tramwaju będą dalej na niego czekać a urzędnicy w poczuciu dobrze spełnionego zadania będą dalej pobierać pieniądze.
0 komentarze:
Prześlij komentarz