środa, 18 listopada 2009

Komunikacja bez przyszłości

W poniedziałek miałem zaszczyt uczestniczyć w seminarium pt. "Komunikacja przyszłości, przyszłość komunikacji". W zasadzie to poszedłem tam aby dowiedzieć się o nowości w rozwoju naszej komunikacji zbiorowej widziane z perspektywy tak zacnych urzędników jak Zbigniew Komar i Marek Czuryło. Bo to co prezentowali naukowcy z politechnik można uznać za ciekawe ale generalnie mało realne przy naszym podejściu UM do komunikacji. Szkoda jest tym większa, że niektóre projekty zaprezentowane przez dr.inż. Jacka Makucha były naprawdę rewolucyjne. Jednym z nich był pociąg pod mój dom:



Co wzbudziło śmiech niektórych ludzi na sali ze względu na to, że chwilę wcześniej mruczałem "Ehe, jeszcze mi pociąg na Litewską zaraz pociągnie". Projekt nie do końca nierozsądny ale całkowicie niezgodny z polityką obecnej ekipy w UM, która sobie postanowiła, że mieszkańcom Psiego Pola trzeba maksymalnie utrudnić życie. A to im wiadukt wyburzymy a to zrobimy remoncik na dwóch z dwóch istniejących mostów, którymi "psiaki" jeżdżą do centrum a to im autobusy polikwidujemy - czasem mam wrażenie, że oni sobie za te utrudniania premie rozdają.

Z prezentacji Zbigniewa Komara dowiedziałem się, że w zasadzie myśmy już ten Tramwaj Plus zbudowali bo do Leśnicy to może i po euro ale nie na pewno, wydzielenie torowiska na Hubskiej to może w następnym stuleciu a Sępolno w przeciwieństwie do Stadionu Olimpijskiego nie jest wystarczająco "pasażerogenne". Oczywiście nie powiedziano, że kasy nie ma i komisarz nad Dutkiewiczem stoi i mu na plecy huha tylko abo to PKP, a bo to nie zdążymy, a o tym co jeszcze z planu nie zostało skreślone (Stadion) powiedziano "być może nam się uda zrealizować".

W sytuacji gdy dowiedzieliśmy, że na wybudowanie kilku kilometrów torów po płaskim terenie (jeden most, żadnych tuneli, wiaduktów etc.) w przeciągu 20 lat* przekracza możliwości gminy Wrocław głos zabrał Patryk Wild, który na schemacie zerżniętym z BVG Berlin ukazywał nam propozycję rozwoju kolei miejskiej. Generalnie to niewiele zapamiętałem bo zajęty byłem wyszukiwaniem błędów ortograficznych w nazwach na mapce i tak dowiedziałem się, że mamy Sempolno, Dworzec Świebocki i Żurawinę.



Ale z tego co zapamiętałem to była propozycja budowy metodą odkrywkową podziemnej kolei z Dworca Świebodzkiego do placu Grunwaldzkiego i dalej hen, hen. Koszty przez prezentera zostały oszacowane na 300milionów za kilometr czyli koszt linii to około 2,9 miliarda złotych. Ten temat został jeszcze skomentowany przez Mariusza Dudka z Politechniki Krakowskiej, który stwierdził, że podobna inwestycja w Warszawie kosztuje ponad 3 miliardów złotych.



Gdzieś tam w międzyczasie pojawił się Marek Czuryło z UM, który zachwalał taryfę czasową kłamiąc, że z Psiego Pola na Grunwaldzki dojeżdża się w 20 minut a później jedyne 3 minuty czeka na tramwaj. Ja to ćwiczę codziennie wsiadam już o 6:20 i wysiadam a 6:49 a teraz przez wiadukt gdzieś w okolicach 7:00.



Później odbyła się dyskusja w której obnażono między innymi nieróbstwo urzędników w zakresie wykorzystania istniejących środków. Zauważono również, że w Berlinie stawianym jako wzór do naśladowania autobusy odgrywają bardzo ważną rolę w komunikacji zbiorowej i to nie bynajmniej przez dowożenie do węzłów.

Tymczasem we Wrocławiu panuja jakaś autobusofobia, czyżby przez to, że zajeżdżają drogę limuzynom. A przecież autobusy tańszym kosztem mogą dowozić mieszkańców dalszych osiedli i nie trzeba do tego milionowych inwestycji ale małe kroczki - taki wątek też się pojawił ustami jednego dyskutanta ale miałem wrażenie, że decydenci nawet nie załapali o co chodzi. ;)



Generalnie to całe spotkanie upewniło w przekonaniu, że zamiast coraz lepiej ze zbiorową komunikacją to cały czas się cofamy. Tam gdzie przed 2 wojną były trzy tory do zawracania będzie kikut po to żeby było gorzej. Mieszkańcy nie mający tramwaju będą dalej na niego czekać a urzędnicy w poczuciu dobrze spełnionego zadania będą dalej pobierać pieniądze.

0 komentarze: